No. 1

numer jeden. świeżutki, jak postanowienie zaśmiecania przestrzeni internetu swoimi wypocinami. jak postanowienie uporania się ze swoimi największymi koszmarami… dobra, jest w zasadzie jeden. kryje się pod trzema literami „m„, „g” i „r„. przynajmniej jeden, który może przysłaniać inne… ba, na pewno przysłania. co pewnie za kilka zdań i tak wyjdzie.

jestem fanką, hm, choć to może za duże słowo… po prostu, lubię serię napisaną przez veronicę roth, niezgodna. dla tych, co nie wiedzieli, że to książka – tak to najpierw książka, później film – jakby nie patrzeć – średni. w każdym razie zmierzam do tego, że… jest tam postać – Cztery, który w swoim krajobrazie strachu odnalazł swoje lęki, konkretnie nazwane, spersonalizowane, zobrazowane bardzo dosadnie. te lęki, tak naprawdę, to nie lęki a jego swoiste koszmary. uczy główną bohaterkę, jak je pokonywać (a przynajmniej oswajać), bym móc zostać nazwaną nieustraszoną. [pod względem zagłębiania w lekturę, to już w zasadzie tyle, co nakreślę o tej książce, odsyłam do oryginału – po angielsku i prawie oryginału – polskiego tłumaczenia. nikt nie płaci mi za streszczanie i recenzowanie tego, co czytam. w sumie szkoda, mogłabym zarobić przy tej intensywności czytania…]

nazwać swój koszmar, to już pół drogi do tego, żeby wygrać. druga połowa, ta trudniejsza to pokonanie go…

pokonywać lęki, czy też koszmary… o to tu chodzi. jak ktoś boi się pływać, to najlepiej go powoli oswajać z tym, że woda naprawdę jest dobra, że ta umiejętność może uratować życie. nie rzucać na głęboką wodę, tylko stopniowo, krok po kroku wchodzić od brzegu, by w końcu dojść do tej wysokości, która pozwoli się położyć na wodzie i zaufać instruktorowi i sobie, że jest się w stanie…

mój lęk w postaci trzech liter przed nazwiskiem jest inny, nie rozumiem też skąd się on wziął, ale wiem, co powoduje w moim życiu… na moim etapie użerania się z tym badziewiem jestem już praktycznie bez przyjaciół. świadomość, że oni mają już te magiczności przed swoimi nazwiskami sprawia, że czuję się od nich gorsza i nie chcę mieć z nimi nic wspólnego, bo przecież nie będą się zadawali z kimś, kto jest niżej w „hierarchii” studiowania.

chociaż… wynika to też z tego, że zasadnicza ich większość ma mężów/żony/narzeczonych/narzeczone… i choć próbuję cieszyć się ich szczęściem, to będąc od lat samotną, za cholerę nie potrafię. i… oprócz „m”, „g”, „r” to właśnie trudy wyjścia ze swojego „nie-staropanieństwa” będą tu poruszane…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s